Archiwum 13 października 2010


paź 13 2010 Nowe?
Komentarze: 1

Blogowanie zaczęłam 18 stycznia 2004 od słów: Myślę... Tęsknie... Kocham...

i tak też jest teraz.

 

Ale pokolei. Moje życie zawsze było bardzo skomplikowane. Wzloty, upadki. Radości smutki. Lecz przez ostatnie kilkanaście miesięcy było gorzej niż wcześniej. Kochałam. Byłam okłamywana. Obgadywana za plecami. Kochałam i byłam sama, z Synkiem przy boku. Nie żyło mi się najlepiej. Chciałam jak najlepiej dla Syna. Nie chciałam, żeby cierpiać. Tylko jak to uczynić, gdy sama cierpiałam? Ciężko mi się funkcjonowało, ponieważ serce biło w Jego stronę, a rozum podpowiadał co innego. Bałam się dać Jemu kolejną szansę. Bałam się znowu cierpieć. Musiało minąć trochę czasu, by to wszystko w moim rozumie się uspokoiło. Nie było łatwo.

W kwietniu, tego roku, pojechaliśmy z Synem do Niego i dziadków małego. Byliśmy tam ponad tydzień. On spał w pokoju obok. Me serce wyrywało się do Niego, ale strach mnie paraliżował. W końcu, w maju, coś prysło. Na nowo zaczeliśmy się do siebie zbliżać. Powoli, by być tego pewnym. W czerwcu pojechaliśmy w trójkę nad morze. W lipcu do Niego. Nie było tak jak bym chciała, żeby było. Gdy był u Nas, codziennie musiał zadzwonić do mamy. Mówił, że dlatego, bo pomaga szukać Mu pracy, jak również dowiadywał się czy znalazł się jakiś klient do samochodu, który sprzedawał. OK, niech będzie. Później pojechaliśmy tam w sierpniu. Po jednej kłótni akurat kładłam Syna spać, a On poleciał do mamusi zdać relację. Oburzać się. Częściowo słyszałam to przez grzejniki. Następnego dnia powiedziałam, że takie coś mi się nie podoba. Nie zrozumiał.

Wróciliśmy stamtąd po 6 tygodniach. I przyznam, że ostatnie, bodajże, 2 tygodnie zmieniły wszystko. Przejrzał na oczy. Zauważył jak każdy się we wszystko wtrąca. Teraz czekamy by miał stałe dochody i szukamy niewielkiego domku do remontu. Fakt, będzie to w Jego okolicy, ale jak powiedział 'zabronię Im do Nas przyjeżdżać'. Zdziwiło mnie to zdanie i jakże uszczęśliwiło. Wcześniej wyobrażałam sobie, że będą przynajmniej raz w tygodniu wpadać na kawę, obiad. Nie dałabym rady. Ja chcę w końcu się Nim nacieszyć. By w końcu nikt między Nas się nie wtrącał. Nie chcę już Go stracić. Nie chcę by Nasz Syn miał dochodzącego ojca. Chcę być w końcu szczęśliwa. Chcę by moja rodzina była szczęśliwa- Syn, On i ja.

 

Jeszcze się do czegoś przyznam. Ciągle w głowie siedzi mi ONA. Jego eks. Ciągle to jeszcze boli. Już coraz mniej, ale jeszcze we mnie siedzi. Chcę zapomnieć. Chcę zapomnieć, że to jej mówił, że kocha, jak byłam w ciąży. Za bardzo boli. Nie potrafię więcej napisać. Można zapytać "dlaczego z Nim jesteś, jak tak Cię skrzywdził?" Wiele osób mogłoby pomyśleć jedno - DZIECKO. Nie. MIŁOŚĆ. Wielka miłość mnie przy Nim trzyma. Te miesiące rozłąki były straszne, lecz może potrzebne. Może gdyby doszło do tego ślubu, potrzebny byłby rozwód. Ale już gdybać nie będę. Nie chce.

 

Jestem dobrych myśli. Teraz czekam na Jego przyjazd. Spać nie mogę. Jeść mi się nie chce. Tęsknię.

Nasz Syn wie kim jest tata. Pokazuje na zdjęciach. Rozmawia z Nim przez telefon. A On jest w Małym zakochany. Bardzo się cieszę.

 


Nasz Syn ma 19 miesięcy i jest Naszym największym Skarbem. Owocem Naszej prawdziwej Miłości.

By było już tylko lepiej.

 

Myślę...

Tęsknię...

Kocham...

nikt_wazny : :