Archiwum 18 stycznia 2010


sty 18 2010 Bez tytułu
Komentarze: 2

Długo mnie tu nie było. W między czasie zdałam maturę, wyjechałam za granicę do pracy i jak mi się wcześniej wydawało, poznałam cudownego chłopaka. W sumie było dobrze do czasu, gdy nie zamieszkaliśmy razem z Jego znajomym, a później jeszcze z bratem.

[i tu długa historia, która mogłaby zająć kilka stron, jak nie kilkanaście, w zeszycie.]

W marcu zeszłego roku przyszedł na Świat mój synek. Duży, zdrowy. Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie to, że będąc w ciąży, mój chłopak komu innemu mówił, że kocha, tęskni. Między nami ciągle się psuło. My byliśmy w Polsce, on za granicą. Gdy Mały skończył 3miesiące pojechaliśmy do niego. Nie było tak jak myślałam, tak jak chciałam. Na początku lipca wróciliśmy. Od tamtej pory nie jesteśmy razem. 5 września miał być nasz ślub-właściwie wymuszony przez jego mamę(jak dowiedziała się o dziecku i jechaliśmy do Polski, to przyjechała do mojego domu z pierścionkiem po swojej mamie. On mi go wtedy wręczył. Zgodziłam się). Dużo namieszała w naszym życiu, ale ich rodzina tego nie widzi. Gdyby zrobiło się jemu żal przez to co zrobił, przeprosił, to bym się zastanowiła. Mówił tylko 'To przeszłość. nieważne.'. Że mnie serce boli, to też nieważne.

Nie chciałam, żeby mój Syn wychowywał się bez ojca, lecz wiem, że podjęłam dobrą decyzję. Lepiej, gdy nie jesteśmy razem niż byśmy w domu mijali się bez słowa, jakby wtedy Mały się poczuł.

Odwiedza Syna. Raz na 3-6 tygodni po kilka godzin w weekendy. Płaci 'alimenty'. I Święta spędza na imprezie, a później chce iść z Nami do kościoła, żeby, jak to powiedział, "zobaczyć jak Mały reaguje na kościół". Śmiać mi się zachciało. Będąc za granicą chciałam pójść z nim do kościoła, ale jemu się nie chciało. Chodziłam jedynie jak siostra przyjechała.

Zbyt późno się obudził. Ale to przecież ja jestem wszystkiemu winna.

 

nikt_wazny : :